3
Zakup odzieży do jazdy na rowerze – o czym warto wiedzieć?
6 października 2016
Uwaga zmiana siedziby firmy
9 maja 2017
odziez-do-biegania

„Nie mam co na siebie włożyć” – Odwieczny dylemat biegacza.

Pamiętam  ten moment kiedy nastąpiła decyzja, iż zaczynam biegać i swą ogromną konsternacje z dźwięczącym pytaniem w głowie.
– OK, ale w czym?
Większość z was zapewne miało podobnie.
Mój pierwszy wybór padł „oczywiście” na bawełnianą starą koszulkę oraz spodenki i obuwie ogólnie nazywane sportowe. Trochę lumpeksiarsko to wyglądało, gdyż w tamtym okresie w moim mniemaniu do biegania to zakładało się odzież zniszczoną, delikatnie zużytą taką z przeznaczeniem na czas domowych remontów.
Przeważnie taka odzież leży gdzieś na samym dnie szafy  z podpisem „Na działkę”.  Uzasadnieniem takiego wyboru  było moje przekonanie że już za chwile na mojej koszulce odciśnie się piętno lejącego się potu  i mokra mapa wysiłku fizycznego. Moje i pewnie nie tylko moje spostrzeganie odzieży do biegania, wzięło się z czasów szkolnych, gdzie zajęcia Wf-u kończyły się siniakami,  dziurami w spodniach i ogólnie totalnym surwiwalem całości garderoby. Druga sprawa, przecież  bieganie w parku czy w lesie to nie pokaz mody by zaraz wydawać pieniądze na jakieś tam ciuchy i w zupełności powinno wystarczyć to co mamy w szafie  … i tutaj nastąpiło wielkie zdziwienie.
Ale po kolei.

Bawełna do biegania. Błeee

No dobrze. Po kilku treningach i kilkunastu kilometrach oraz  wielu mijanych współtowarzyszy mojej nowej dyscypliny sportowej, naszła mnie taka refleksja, że jednak stara koszulka z półki z napisem „na działkę” powinna tam pozostać i czekać na swoje pierwotne przeznaczenie.  Ale i pojawiły się też inne przemyślanina.
Każda koszulka bawełniana może i owszem jest wygodna, ale biegać w niej to istny koszmar. Oczywiście  na samym początku, nie widziałem w tym nic złego. Nawet w upalne dni było troszkę przyjemnej ze względu na to że mokra od potu  delikatnie chłodziła. Ale kiedy już  po 3 km  koszulka zamieniała się w ogromną poto-plamistą mapę świata stawało się to dyskomfortem.
Pierwsze odczucie nawet było z pogranicza ekshibicjonizmu. Wielkie plamy potu na t-shirtcie  przecież dobitnie świadczyły o tym że ćwiczę, że jestem  taaaaaki wysportowany, a do tego niesamowicie dumny z własnych osiągnięć bądź co bądź widocznych na koszulce.
Weryfikacja tego podejścia przyszła niemal natychmiast po widoku mojego kolegi z takimi samymi obrazami potu na klacie i plecach. Kiedy próbował uścisnąć moją dłoń na przywitanie, byłem w delikatnym szoku, a jednocześnie  nawiedziła mnie taka błyskawiczna myśl -„kiedy biegasz wyglądasz identycznie”. Momentalnie innego znaczenia nabrały  te ukradkowe spojrzenia  przypadkowych ludzi, a geneza tych spojrzeń z pewnością nie wzięła się z mojego biegowego wysiłku.
Koniecznie musimy zapamiętać  ze koszulka bawełniana  niestety bardzo szybko chłonie wytwarzany przez nasze ciało pot  i zatrzymują go w sobie na bardzo długo. Przez to koszulka staje się cięższa, lepi nam się do ciała i, co oczywiste, jest cały czas mokra.  Druga jej wada to szwy które mokre ocierają się o nasze ciało i po jakimś czasie doprowadzaj do mikro uszkodzeń skóry a w konsekwencji do bolesnych podrażnień i otarć. Natomiast ściągniecie takiej mokrej  koszulki po treningu to już istna ekwilibrystyka. Mokra przepocona, śmierdzącą  pamiątka po treningu przylega niczym druga skóra.
Wynik – stanowczo odradzam

 

Koszulka techniczna, czyli jaka?

Skoro nie bawełna to co?
No oczywiście koszulka techniczna. Ale, ale … co to znaczy koszulka techniczna? Ogólnie przyjęło się tak nazywać koszulki sportowe wykonane w 100% z poliestru.  Maja one niebagatelna przewagę nad swoimi bawełnianymi odpowiednikami. Po pierwsze nie absorbują potu, po drugie są lekkie i przewiewne. Poosiadaj też jeszcze jedną ważną cechę. Nie powodują otarć naskórka.  Dziś koszulka sportowa to już nie tylko 100% poliestru.
Koszulka techniczna to mieszkanka rożnych tkanin, a te bardziej złożone mogą mieć 80, 70 czy nawet 50%. poliestru. Producenci odzieży sportowej  z czasem zwrócili też większą uwagę na zastosowanie jeszcze bardziej przewiewnych, siatkowych wstawek w miejscach narażonych na większą potliwość oraz na detale, takie jak przeszycia zabezpieczone gum.

( Nie) Męska sprawa
No dobra  koszulka koszulką ale przecież w samej koszulce nie biegamy. Musimy mieć też co założyć na tyłek.
Pierwszy mój wybór padł na spodenki sportowe pamiętające czasy WF szkolnego. Do tego kieszonki na zameczek, siateczka  w podszyciu i  gumeczki na udach. Czyli katastrofa po kilku treningach. Kiedy zaczynamy się pocić a gumeczki zaczynają się wpijać w uda ( nie każdy ma uda modelki  bynajmniej moje takie nie są) każdy krok oznacza ból.  Jak nie spodenki to co?  Chyba się już każdy domyśla –  jedną optymalną opcją na rynku są leginsy do biegania.
Jak w tym wyjść ? Przecież spale się ze wstydu. Jest to pierwsza myśl każdego biegającego faceta który stoi przed takim dylematem. Jest to przynajmniej na początku ogromny problem dla większości mężczyzn. Kobiety taki dylemat maja po prostu z głowy.  Problem ten w głównej mierze polega na uwypukleniu krocza. Korzyści wynikające z używania leginsów do biegania są przeogromne i jeśli uda nam się przełamać wstyd np. odpowiednim krojem  to możemy być pewni ze komfort jest o niebo lepszy od zwykłych szortów czy spodenek sportowych.
Po pierwsze nie obcierają  tu i ówdzie.
Po drugie  jeśli mamy przy sobie klucze tel. portfel czy inne rzeczy w leginsach możemy je śmiało schować (kieszonka). Nie skaczą nam po kieszeniach nie wypadają w trakcie biegu itd..
Po trzecie tak mocno przylegające spodenki dają nam komfort biegania delikatnie uelastyczniając prace mięśni.
Dziś mamy taki wybór leginsów że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie i warto spróbować niż się męczyć. Wstyd trawa chwile a korzyści bardzo duże

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *